Czy rankingi i kategorie oddają siłę gry szachisty?


Dziś rozmawiam z Maciejem Janiszewskim, jednym z najbardziej rozpoznawalnych szachistów na południu Polski. Jest kandydatem na mistrza (k), instruktorem szachowym Polskiego Związku Szachowego i sędzią klasy centralnej. Organizuje liczne turnieje dla najmłodszych szachistów.

Klucz do sukcesu to zapisywanie partii i tysiące godzin treningu

– Jesteś dla mnie wyjątkowym szachistą, bo odnoszę wrażenie, że wszędzie cię pełno. Grasz, sędziujesz i uczysz gry w szachy. Wyróżniasz się jednak jeszcze czymś innym. Jesteś jedynym szachistą, jakiego znam, który na turniejach szachów błyskawicznych czy szybkich zapisuje swoje partie. W czym pomaga ci zapisywanie każdej partii?

– Z mojego doświadczenia, z mojego punktu widzenia, bo nie wiem, jak u innych osób by to wyglądało, powiem tak. Jak gram klasyczną, długą partię, gdzie trzeba zapisywać ruchy, to ja mam wtedy dobrą koncentrację i wykonuję lepsze ruchy. Jest to pewnie jakiś podświadomy nawyk. Jak sobie zapisuję partię, to gdzieś podświadomie czuję, że robię silniejsze ruchy. Jak nie zapisywałem, bo zrobiłem taki eksperyment, to ruchy były słabsze. Czyli gdy zapisuję, to ruchy są dokładniejsze, silniejsze, przez to partie mają znacznie większą wartość. Co prawda tracę na tym czas, ale nadrabiam, bo mam przewagę pozycyjną.

– Właśnie. Przy partiach 3- i 5-minutowych to w pewnym momencie przestajesz zapisywać partię. Końcówki już nie zapisujesz.

– Tak, jak gram 5-minutowe partie, to staram się zapisywać pierwsze 20-30 ruchów. Do momentu, gdy w partii zostaje około 2 minut do końca. Wtedy zwykle mam stratę około pół minuty do przeciwnika. Po chwili czas się wyrównuje, a ja wiem podświadomie, że mam lepszą pozycję, a zapisywane ruchy były po prostu silne.

– Kolejne pytanie, które się z tym wiąże. Wiem, że korzystasz z oprogramowania do ćwiczenia debiutów. Jak przypuszczam, te wszystkie partie, które zapisujesz, wprowadzasz później do swojej bazy i je analizujesz?

– Tak, to dużo mi daje. Na początku grałem blitze przez serwery internetowe – np. na kurniku czy na chess.com – i później je zapisywałem. Ale to nie jest to samo, co granie z prawdziwymi figurami. Więc gram na turniejach, zapisuję, analizuję i sprawdzam, czy są jakieś nowinki. Na przykład czy przeciwnik zagrał coś, czego nie znam. Albo ja nie zapamiętałem jakiegoś wariantu i zagrałem słabszy ruch. Więc mam feedback, który wariant sprawia mi problemy. A który wariant wymaga lepszego doszlifowania.

Własne systemy i znajomość teorii debiutowej

– Ale to ma tylko sens wtedy, gdy masz już całkiem dobrze opanowany swój własny repertuar debiutowy.

– Tak, gram swoje własne systemy, które opracowuję w domu. Ostatnio nie miałem czasu. Przez ostatnie kilka miesięcy byłem zajęty biznesem. Ale wcześniej regularnie 2-3 godziny dziennie, dzień w dzień, ćwiczyłem debiuty z opracowaniem planów gry. Dlatego jakakolwiek nowinka ze strony przeciwnika nie wpływała na mnie negatywnie. Bo znałem plan gry i wiedziałem, jak się ustawiać. Choć nie zawsze tak jest, bo w 10-20 % nowinka powoduje, że plan gry się zmienia. Wtedy taki ruch powoduje otwarcie innego, nowego planu gry, o którym wcześniej nie miałem pojęcia. I otwierają się wtedy nowe możliwości. Tak więc jest to bardzo pomocne.

– Konkluzja jest więc taka. Jeśli masz tak dobrze przećwiczone debiuty, a twój przeciwnik nie ma tej wiedzy – to w grze środkowej ma już z tobą najczęściej przegrane.

– Bywa często, że moje partie kończą się po 15-20 posunięciu. I nie ma znaczenia, czy gram białymi czy czarnymi. Bo czarnymi gram bardzo agresywne ruchy, które jeśli się gra poprawnie, tzn. jeśli białe grają poprawnie, to czarne dostają ciut gorszą pozycje. Ale jeśli biały zrobi minimalny błąd, to wchodzą do gry różne kombinacje, kontrataki i można w bardzo szybkim czasie uzyskać przewagę.

– Czyli na poziomie wyższym znajomość teorii jest po prostu konieczna.

– Powiem tak. Do poziomu około 2300 FIDE, czyli mistrza FIDE, ludzie nie grają zbyt precyzyjnie debiutów, wpadają często w problemy. Partie często kończą się bardzo szybko.

– Ciekawe, co mówisz. Przypomniało mi się, jak grałem na ME w Katowicach z graczem z Niemiec o rankingu 2200 czy 2300 FIDE (były to partie błyskawiczne 3+2). I końcówkę miałem w zasadzie wygraną, bo miałem figurę przewagi i matowałem – ale przegrałem przez nieprawidłowy ruch, gdy przeciwnik miał 11 sekund, a ja 40 sekund. Mówię o tym, bo mój przeciwnik z tak wysokim rankingiem zagrał bardzo niedokładnie w debiucie.

Tysiące godzin treningu

– Jak dużo czasu trzeba poświęcić, żeby opanować w dobrym stopniu teorię debiutową?

– Bardzo dużo czasu. To są miesiące, jak nie lata, przygotowań. Ja mogę powiedzieć, że miałem taką przygodę, zanim zacząłem odnosić sukcesy na arenie międzynarodowej. Na turniej w Szwajcarii nie przygotowywałem się z partii na partię. Przyjąłem inną strategię. Przed turniejem, jakieś 3-4 miesiące wcześniej, przygotowałem sobie listę zawodników, którzy będą tam grali i stworzyłem sobie pewnego rodzaju książkę. Szukałem ich słabości i mocnych stron. Siedziałem przez 4-5 godzin dziennie przez 3 miesiące. To był wyjątkowy okres, bo spałem w Szwajcarii w samochodzie, więc nie miałem jak przygotowywać się z rundy na rundę. I w tak totalnie ekstremalnych warunkach zdobyłem 1 miejsce na 150 grających w turnieju. To było ciekawe doświadczenie, bo okazało się, że przygotowanie długofalowe, po 5 godzin dziennie grubo przed turniejem dało mi 10 000 razy więcej niż szybkie i krótkie przygotowania przed daną partię, jak to zwykle staram się robić w każdym turnieju (szachów klasycznych oczywiście).

– Masz tytuł kandydata na mistrza. Powiedz mi, ile już grasz w szachy? Ile lat zajęło ci dojście na tak wysoki poziom?

– Amatorsko to zacząłem w wieku 3 lat. Mama pokazała mi, jak się wykonuje ruchy. Natomiast do klubu zapisałem się dosyć późno, bo miałem 12 lat. Dopiero wtedy zrobiłem swoją pierwszą kategorię, czyli V. Później dosyć szybko poszło – w wieku 12 lat miałem V kategorię, w wieku 13 lat – IV kategorię, w wieku 14 lat – III kategorię. A potem obraziłem się na szachy. Przez 3 lata nie zajmowałem się w ogóle szachami. Obraziłem się, bo na Mistrzostwach Śląska Juniorów zająłem 4 miejsce i nie awansowałem wyżej, do Mistrzostw Polski. Wtedy tylko trzy pierwsze osoby awansowały. Powiedziałem, że już nigdy więcej nie będę grał. Trener przychodził i błagał moich rodziców, żebym zmienił zdanie, bo byłem jednym z bardziej utalentowanych juniorów. Ale powiedziałem nie, nie zmienię zdania. Zacząłem zajmować się innymi rzeczami, głównie innymi sportami. Zacząłem zawodowo pływać, jeździć na rowerze, biegać. Jeździłem też konno, nawet odnosiłem sukcesy. Natomiast czułem, że cały czas czegoś mi brakuje. I po 3 latach wróciłem do klubu.

– Czyli wróciła ci miłość do szachów. A może po prostu cały czas była, tylko ukryta?

– Mój trener nie mógł uwierzyć, jak mnie znowu zobaczył. I po tych 3 latach przerwy , w tym samym roku zrobiłem II kategorię. Rok później II+, kolejny rok to I kategoria, kolejny I+, kolejny I++. A potem zaczęły się studia, więc nie miałem zbyt dużo czasu na szachy. Kandydata na mistrza uzyskałem w zeszłym roku (2017) w kwietniu.

Kolejny cel to zdobycie tytułu mistrza

Natomiast niewiele mi brakło, by już mieć dwie normy mistrzowskie. W zeszłym roku zdobyłem tytuł Mistrza Śląska Seniorów . Zrobiłem ranking 2370, brakło mi więc pół punktu (jeden remis) do normy mistrzowskiej …

– … która, przypomnijmy, wynosi 2400.

– Tak, podobnie w Szwecji, po 8 rundach miałem ranking 2450, ale ostatnią rundę przegrałem. Co prawda przegrana i tak dawała mi 1 miejsce, więc grałem na totalnym luzie, ale przegrałem z Rosjaninem i mój ranking spadł do chyba 2380. Więc niewiele mi brakło, by mieć już dwie normy mistrzowskie.

– Życzę ci więc, by jak najszybciej udało ci się uzyskać normę mistrzowską. Powiedz mi jeszcze jedną rzecz, bo dla mnie to jest totalna abstrakcja. Jestem na niższym poziomie w szachach niż ty, ale już trochę liznąłem szachów. Dla mnie abstrakcją jest przejście z kategorii I na K, albo z K na M, bo na tym poziomie to wszyscy grają już bardzo dobrze . Jakie niuanse decydują o tym, że ktoś zostaje wieczną jedynką czy wiecznym kandydatem na mistrza, a ktoś inny uzyskuje jednak z czasem tytuł mistrza czy wyższy?

– To jest bardzo ciekawe pytanie i ja to odnoszę do życia prywatnego. Wiąże się to z pewnego rodzaju sufitem, barierą. Bardzo dobrze można to przedstawić na przykładzie dochodów, tego, ile zarabiamy. I to bez znaczenia, czy chodzi o etat czy własną firmę. Mamy przekonanie, że nie zarobimy więcej, taki termostat finansowy. To odnoszę do kategorii szachowych. Niektórzy ustalają sobie limit i później są wieczną II-ką czy I-ką.

– Zgoda, ale trzeba by jeszcze wspomnieć o dwóch kwestiach. Ktoś może grać bardzo dobrze, ale nie będzie przykładał wagi do zdobywania kategorii. Albo nie startuje w turniejach umożliwiających zdobycie kategorii. Albo nie ma na nie to czasu, bo takie turnieje zwykle długo trwają. Zazwyczaj 7 czy 9 rund, z jedną partią dziennie.

– Tak, a drugim aspektem jest to, że za wyższe kategorie się płaci. Niektórzy nie chcą płacić za nadanie im kategorii I, k czy M. To są opłaty, które musi ponieść dany zawodnik. A czasami zawodnik uznaje, że to go nie interesuje. To nie są kosmiczne pieniądze. 80 zł za tytuł kandydata , za pierwszą kategorię 60 zł.

Właśnie, tego nie rozumiem. Ktoś gra latami, zdobywa upragnioną, wysoką kategorię, a nie chce jej opłacić.

– Tak, to ciekawy aspekt. Czasami uzasadnienie jest takie, że będąc wieczną II-ką taki szachista będzie mógł grać w turniejach w grupie do rankingu II. Żeby mieć szansę na jakąś niższą nagrodę, żeby zarobić, wygrać jakieś 200 zł czy 300 zł.

Kategorie a ranking FIDE

– Czy kategorie szachowe w wersji polskiej mają w ogóle sens? Bo mamy jeszcze ranking FIDE, który jest bardziej adekwatny do siły gry.

– Kategorii nie można nigdy stracić, ranking tak.

– To jest plus. Ale czy kategorie faktycznie odzwierciedlają umiejętności? Bo są osoby, które grają lepiej, niż wskazywałaby posiadana przez nich kategoria. Ale może też być odwrotna sytuacja. Ktoś zrobił wysoką kategorię, na przykład jedynkę, 20 lat temu, a teraz gra dużo słabiej. Osobiście spotkałem takich szachistów na swojej drodze.

– Tak, jeśli człowiek jest starszy, to nie do końca. Ktoś mógł kiedyś grać z dużą siłą kandydata, a teraz ma 70 czy 80 lat i zdarza się, że nie widzi wszystkiego na szachownicy.Więc naturalne jest, że zdarza się im teraz przegrać z II czy III kategorią. I pamiętajmy, że kategorię zdobywa się za najlepszy rezultat życiowy. Ma się turniej życia, raz można zagrać super turniej i można mieć dużo szczęścia. I można w ten sposób zdobyć kategorię która nie jest adekwatna do siły gry.

– Ale to, co mówisz, raczej dotyczy niższych kategorii? Bo na przykład żeby zrobić I kategorię, to trzeba uzyskać dwukrotnie wymaganą normę.

– Tak, bo jest to obostrzenie. Dzięki temu te wyższe kategorie mają jakąś wartość, niższe niezupełnie. Choć może się zdarzać, że kandydat na mistrza będzie przegrywał z II czy III, bo już po prostu jego poziom gry, spowodowany wiekiem, nie jest już najlepszy.

Niedoskonałości rankingu FIDE

– Wspomniałem wcześniej o rankingu FIDE, który wydaje się być bardziej adekwatny. Bo ktoś może mieć III kategorię, a ranking FIDE ma 1900 czy 2000. Ale chciałbym jeszcze wspomnieć o problemie, który dotyka początkujących szachistów. Mnie też notabene dotknął. Jeśli ktoś zaczyna grać, będąc jeszcze na niskim poziomie, na turniejach zaliczanych do rankingu FIDE, to na początku najprawdopodobniej uzyska bardzo niski ranking, np. 1100 czy 1200 FIDE, który będzie mu bardzo trudno podnieść. Aby dojść do pułapu 1500 czy 1600 FIDE, to czekać go będzie bardzo długa droga. Moje pytanie brzmi więc: czy nie powinno być tak, że trenerzy pozwalają młodym zawodnikom uczestniczyć w turniejach FIDE dopiero wtedy, gdy dany zawodnik prezentuje już w miarę dobry poziom?

– To trudny temat dla zawodników z wyższym rankingiem. Faktycznie bywa, że juniorzy mają bardzo niski ranking, 1200, 1300, a grają na poziomie 1700 czy 1800. Ale juniorzy bardzo szybko potrafić zrobić duży skok rozwojowy i po zaledwie paru miesiącach mogą grać o kilka klas lepiej niż wskazywałby na to ich obecny ranking. Potem musimy grać z takimi zawodnikami, chcąc nie chcąc, i tracimy rankingi z takimi zawodnikami. Kiedyś to było łatwiej, bo gdy wprowadzano ranking FIDE, to zaczynał się od 2200. Niżej się nie dał go uzyskać. Potem próg obniżono do 2000, potem do 1800, później do 1600, teraz jest 1000. Dlatego teraz jest ciężko, jeśli ktoś robi na początek niski ranking. Jednym z plusów jest przelicznik 40, więc w miarę szybko można podnieść sobie ranking. Przelicznik ma zastosowanie przez pierwszych 30 partii, więc mamy bufor czasowy – potem czeka nas raczej mała stabilizacja, bo jak 30 partii minie, to współczynnik spada do 20.

– Podsumowując temat rankingu FIDE. Wydaje mi się, że miałby on większy sens, gdyby było więcej szachistów grających w turniejach do rankingu FIDE w Polsce. I gdyby było więcej takich turniejów w Polsce, bo nie jest ich zbyt wiele. Jeśli chodzi o turnieje szachów klasycznych to wiadomo, że są dosyć regularnie organizowane. Ale niestety zajmują zwykle cały tydzień, więc nie każdy może sobie na to czasowo pozwolić. Nie zapominajmy, że mamy jeszcze rankingi szachów szybkich i błyskawicznych, ale to osobna kwestia.

– Ja wysuwam taką tezę, że ani kategoria szachowa, ani ranking FIDE, nie oddają do końca siły gracza. Zwłaszcza takiego poniżej poziomu mistrzowskiego. Jednak jeśli mowa o zawodnikach z wysokimi rankingami, to tam chyba rankingi są już bardziej adekwatne do poziomu gry danego szachisty?

– Tak, bo na niższych poziomach często widzi się sytuację, że gracz z rankingiem FIDE 1030 wygrywa z 1530. Ale należy pamiętać, że ranking został stworzony po to, aby mieć jakiś odnośnik.

– Ale na pewno nie jest doskonały. Choć warto wspomnieć, że bazuje na rankingu ELO, który uważany jest jeden z najlepszych systemów do porównywania mocy graczy. I jest stosowany w wielu innych dyscyplinach.

– Warto też wspomnieć, że ranking FIDE inaczej działa w poszczególnych krajach. Chodzi o to, że zawodnik z rankingiem 1500 w Polsce będzie na nieco innym poziomie szachowym niż zawodnik z takim rankingiem w Niemczech czy w Szwajcarii czy w Szwecji.

– A od czego to zależy?

– Ja dużo gram w turniejach zagranicznych. W zeszłym roku co miesiąc grałem w innym kraju. Z moich obserwacji wynika, że w Polsce zawodnicy grają znacznie bardziej agresywnie niż zagranicą. Ja też jestem agresywnym zawodnikiem i zauważyłem, że zagranicą łatwiej przeprowadza mi się ataki i agresywne kombinacje niż w Polsce. Moje subiektywne odczucie jest więc takie, ze polski zawodnik z rankingiem FIDE jest mocniejszy, lepszy niż zawodnik zagraniczny z podobnym rankingiem. Oczywiści, jeśli pójdziemy na zachód Europy. Nie wiem, jak jest na Wschodzie, w Rosji, na Białorusi czy na Ukrainie, bo tam nie jeździłem, podejrzewam jednak, że tam z kolei te rankingi są silniejsze niż u nas. Takie mam odczucie, ze im bardziej na Zachód, tym te rankingi są słabsze.

– A jeszcze inaczej jest w Stanach, bo oni mają swój własny, osobny ranking (USCF).

– Tak, to nie jest FIDE. Z tego, co się orientuję, to jest on około 200 punktów słabszy, czyli jeśli ktoś ma 1500 FIDE, to jak jakby miał 1700 USCF.

Najbliższe plany

– A jaki masz osobisty plan zdobycia kategorii mistrza? Pytam, bo wiem, że zdobywanie kolejnych, wysokich kategorii to plan niekiedy na parę lat.

– Tak, szczerze mówiąc, w zeszłym roku zabrakło mi niewiele do dwóch norm mistrzowskich. Jakie mam plany? Na pewno będę jechał do Gibraltaru, gdzie zagram w turnieju arcymistrzowskim. W zeszłym roku też tam grałem . Być może będę miał tam okazję zagrać z Nakamurą, Giri czy Aronianem, oni grali tam w zeszłym roku.

– Czyli to jest turniej w formule open, każdy może zagrać?

– Tak, ja będę grać w trzech turniejach równolegle. Dwa turnieje kilkurundowe będą odbywały się w godzinach rannych. A jeden turniej 10-rundowy w godzinach popołudniowych. Więc będę grać dwie rundy jednego dnia. W zeszłym roku na 10 partii miałem okazję zagrać z sześcioma czy siedmioma arcymistrzami. Zdobywając w sumie niewiele punktów, bo tylko 4 na 10 możliwych, zarobiłem na rankingu ponad 100 oczek. Mając też przelicznik mniejszy, bo tyko 20. Więc niewiele mi tam brakło, aby zdobyć normę mistrzowską. Tak że teraz mam nadzieję zrobić wkrótce normę mistrzowską.

– Życzę ci więc powodzenia i wytrwałości w realizacji celu.

– Dziękuję za rozmowę i pozdrawiam wszystkich szachistów!

Linki:

1) Ranking FIDE
https://en.wikipedia.org/wiki/FIDE

2) Oficjalna strona FIDE
https://www.fide.com/

3) Ranking USCF
https://en.wikipedia.org/wiki/United_States_Chess_Federation

4) Oficjalna strona USCF
https://new.uschess.org/home/

Zdjęcie z archiwum Macieja Janiszewskiego, umieszczono w artykule za jego zgodą.

Wojciech Głąbiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *