Paradoksy edukacji finansowej w Polsce

Edukacja finansowa dopiero raczkuje w Polsce. Mimo to wzbudza już spore emocje i kontrowersje. O co chodzi? Jak zwykle – o pieniądze. Dosłownie i w przenośni. Nauczanie tak trudnego tematu jak finanse osobiste z założenia niesie z sobą wiele niewiadomych, a niektóre z nich możemy określić jako paradoksy, które jeszcze bardziej pogłębiają chaos metodologiczny, organizacyjny i merytoryczny. Przyjrzyjmy się więc niektórych aspektom edukacji finansowej w Polsce:

1. Chcemy, aby nasze dzieci podejmowały mądre decyzje finansowe, ale zaczynamy z nimi rozmawiać o finansach, gdy jest już za późno.

Zaczynamy mówić z dziećmi na poważnie o finansach dopiero wtedy, gdy są już na progu dorosłości. David Whitebread i Sue Bingham, naukowcy z University of Cambridge, w raporcie „Habit Formation and Learning in Young Children” (1), opublikowanym w 2013 roku, dowodzą, iż nawyki finansowe kształtują się najmocniej do 12. roku życia, a już w wieku 7 lat posiadamy już wykształconą umiejętność rozpoznawania wartości pieniądza.

Podobnie sprawa wygląda z ofertą edukacyjną. Większość programów edukacji finansowej i lekcji przedsiębiorczości adresowana jest do gimnazjalistów, licealistów i studentów. Ale nie do uczniów szkół podstawowych. Co jest podstawowym błędem, gdyż nawyki finansowe wśród dorastającej młodzieży są już mocno utrwalone i trudno je wtedy zmieniać.

2. Domagamy się edukacji finansowej w szkołach, a nadal istnieje społeczne przyzwolenie na to, że pieniądze to temat tabu, jak w znanym powiedzeniu – „dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają”.

Bywa tak, że w ogóle nie rozmawiamy z dziećmi o finansach, co sprawia, że finanse stają się owocem zakazanym, pozostającym w sferze domysłów, niedopowiedzeń, niewiedzy i strachu. To sprawia, że dzieci chłoną wiedzę o finansach z przypadkowych źródeł, od kolegów z klasy, z YouTuba, z dowcipów, z ulotek czy reklam.

3. Wiemy, że banki zarabiają na każdej drobnej usłudze, ale pozwalamy, by uczyły nasze dzieci tematyki finansowej. To jawny konflikt interesów.

Zdecydowana większość programów edukacji finansowej, jakie trafiają do polskich szkół, skażona jest konfliktem interesów. To nikt inny jak banki i instytucje finansowe adresują swoje programy do najmłodszych, nie ukrywając przy tym, że przy okazji prowadzą sprzedaż produktów bankowych dla rodziców i budują sobie bazę przyszłych klientów.

4. Programy edukacji finansowej w obecnej postaci są za krótkie i mają zbyt mały zasięg, by mogły przynieść znaczącą poprawę świadomości finansowej wśród najmłodszego pokolenia. Jednym słowem, nie działają tak, jak powinny z założenia.

Inwencja autorów programów edukacji finansowej kończy się na trzech (2) lub sześciu (3) lekcjach lub blokach lekcji w ciągu roku szkolnego. I to tylko w nielicznych szkołach na terenie całego kraju. To stanowczo zbyt mało, aby wykształcić nowe, zdrowe nawyki finansowe wśród milionów uczniów w całym kraju.

5. Za dużo teorii, za mało praktyki.

Metody prowadzenia zajęć z edukacji finansowej i przedsiębiorczości niewiele różnią się od stylu, w jakim prowadzone są normalne zajęcia lekcyjne. Niekiedy nie różnią się niczym, gdy np. przedsiębiorczość w liceum jest jednym z przedmiotów szkolnych. To oznacza, że uczniowie zapoznają się głównie z teorią, definicjami i regułkami, które same w sobie są nudne i mało atrakcyjne. A przecież wszyscy, którzy prowadzą biznes lub zajmują się na co dzień domowymi finansami, mają świadomość, że praktyka czyni mistrza. Praktyka, czyli zarabianie pieniędzy i zarządzanie nimi w realnych sytuacjach. A tego nie przewiduje żaden program edukacji finansowej adresowany do uczniów szkół podstawowych.

6. Nie mamy możliwości uczyć dzieci praktycznego zarabiania pieniędzy, choć to najlepszy dostępny sposób na poznanie wartości pieniądza.

Przepisy prawa nie pozwalają dzieciom legalnie (z małymi wyjątkami) zarabiać pieniędzy, jednak wiemy, że taka możliwość lepiej przygotowałaby ich na dorosłe życie, które opiera się w dużej mierze na zarabianiu właśnie pieniędzy. Z jednej strony to zrozumiałe, że dzieci nie wykonują prac przeznaczonych dla dorosłych, bo pamiętamy z historii, że w niektórych krajach nawet małe dzieci musiały pracować, by utrzymać wielodzietne rodziny. Chodzi o coś innego.

Nic nie stoi bowiem na przeszkodzie, by dorastająca młodzież rozwijała swoje pasje, zamieniając je powoli w biznes przynoszący dochody. Biznes, który z czasem może stać się głównym źródłem ich utrzymania. Do momentu osiągnięcia pełnoletności taką firmę mogą przecież założyć w ich imieniu rodzice. Potrzeba jednak wielu czynników, by to się udało. Zgody i zaangażowania rodziców, wiedzy z podstaw przedsiębiorczości, dobrego pomysłu, jego nisko kosztowej weryfikacji i właściwych warunków.

7. Kieszonkowe to tylko wycinek edukacji finansowej. Nie uczy zarządzać pieniędzmi, tylko uczy zarządzać swoimi wydatkami.

Nawet jeśli dziecko oszczędza część kieszonkowego, to po, aby kupić sobie coś większego, droższego. Co znowu sprowadza się do wydawania. A pieniądze najczęściej trafiają do kieszeni nastolatka bez wyraźnego powodu, jako imitacja miesięcznej pensji. Tylko że pensja wiąże się z wysiłkiem, pieniądze najzwyczajniej w świecie trzeba samodzielnie zarobić. A kieszonkowe jest pasywne i nie rozwija zmysłu przedsiębiorczości.

8. Chcielibyśmy zarabiać miliony, ale jako społeczeństwo nie cenimy wysoko przedsiębiorców.

Finanse są ściśle związane z przedsiębiorczością. W bogatych krajach przedsiębiorcy, którzy odnieśli spektakularny sukces, stają się wręcz ikonami popkultury. Wystarczy przywołać choćby takie nazwiska jak Steve Jobs, Bill Gates czy Richard Branson. U nas dalej pokutuje myślenie, że przedsiębiorca to kombinator i oszust żerujący na naiwności klientów. Oczywiście zawsze znajdzie się wyjątek od reguły. Zauważmy jednak, że przedsiębiorcy w liczbie ponad 2 milionów firm w Polsce odpowiadają za duży procent rocznego budżetu państwa. Bez nich Polska w okamgnieniu stałaby się bankrutem, pozbawiona wielomiliardowych wpływów z tytułu podatków CIT, PIT i VAT.

Nowa fala firm, zwanych potocznie startupami, na szczęście zmienia powoli ten trend. To dzięki nim przedsiębiorca zaczyna być kojarzony z młodym, dynamicznym zespołów specjalistów, którzy ciężką, codzienną pracą starają się zmienić na lepsze jakiś kawałek polskiej rzeczywistości, przy okazji budując sobie źródło utrzymania na wiele lat. A to, miejmy nadzieję, stanie się przykładem dla młodego pokolenia, i uzmysłowi im, że posiadanie odpowiednio dużej wiedzy o finansach pozwala na myślenie w większej skali, co z kolei może ułatwić założenia, prowadzenie i rozwój własnej firmy.

1. „Habit Formation and Learning in Young Children„, David Whitebread, Sue Bingham, University of Cambridge, kwiecień 2013

2. Warszawski Instytut Bankowości, program Bakcyl, opis 3 lekcji

3. Dziecięcy Uniwersytet Ekonomiczny, program 6. lekcji

 

W artykule wykorzystano darmową grafikę z serwisu Freeepik.

Wojciech Głąbiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *