Rozmowa # 1 – Zdzisław Podedworny: Nasi trenują za mało! (cz.2)

Zapraszam do lektury drugiej części wywiadu, jaki przeprowadziłem 8 listopada 2018 roku w Ustroniu ze Zdzisławem Podedwornym, długoletnim trenerem piłki nożnej, trenerem polskiej kadry olimpijskiej, drugim trenerem kadry narodowej za kadencji Wojciech Łazarka.

(Kliknij tutaj, aby przeczytać pierwszą część wywiadu).

Języki obce w pracy trenera

– A jak wyglądała kwestia komunikacji? Słyszy się czasem, że nawet dzisiaj są z tym problemy. Przyjeżdża trener z zagranicy i ci, co słabiej znają np. angielski nie za bardzo rozumieją, o co chodzi trenerowi.

– Jak byłem w Tunezji, to miałem asystenta Polaka, który mi pomagał i znał świetnie język – ale ja musiałem się uczyć i stale dokształcać. Natomiast w krajach Zatoki Perskiej trening prowadziłem po arabsku, używając oczywiście podstawowych zwrotów, taktykę rysowało się na tablicy.

– Jako anglista z wykształcenia i jako osoba interesującą się metodyką nauczania języków obcych, muszę ci powiedzieć, że ostatnio jest w tej materii pewien trend. Chodzi o to, aby starać się najpierw opanować, w dosyć szybkim tempie, i to dotyczy każdego języka, około 1000 podstawowych słów i zwrotów, które odpowiadają zwykle za 80% komunikacji w danym języku. Wniosek jest taki, że niekiedy wystarczy znać zupełne minimum, by sobie w miarę dobrze radzić w nowym języku.

– Co więcej, powiem ci, że gdybym znał wtedy angielski, to bym z Zatoki Perskiej nie wyjeżdżał. W szkole uczyłem się francuskiego, więc w Tunezji problemów większych to nie miałem. Ale tak, język jest bardzo potrzebny!

– A więc przy okazji mamy fajny przekaz – doświadczony trener, który zwiedził niemal cały świat, zachęca, by uczyć się języków. Podkreślając, że angielski to podstawa dosłownie wszędzie.

– Dodałbym tylko, że niekiedy sam język to za mało, by coś sensownego zrobić ze swoją karierą zawodową. Idealnie, jeśli jesteś specjalistą w jakiejś wąskiej dziedzinie i przy okazji doskonale znasz język czy dwa. To znacznie zwiększa możliwości.

– Do Polski przyjeżdża wielu trenerów z zagranicy. A jak wygląda trend w drugą stronę? Czy nasi też są poszukiwani jako trenerzy za granicą?

– Trudno mi powiedzieć. Mogę tylko przypomnieć, że szlaki przetarł swego czasu Antek Piechniczek (9). W 1982 roku zdobył 3. miejsce, czyli brązowy medal, na MŚ w Hiszpanii, potem wyjechał do Tunezji, do Esperanzy, i pracował w tym samym klubie co ja kilka lat później.

– A wiesz czemu „Esperanza”?

– To „nadzieja”!

– Tak, ale to też nazwa kawiarni, w której w 1919 zapadła decyzja o założeniu klubu przez dwóch znajomych – przypadkowo znalazłem tę ciekawostkę z w Internecie.

Zmiany w przepisach

– A co sądzisz o zmianach przepisów? Co chwilę pojawia się pomysł na nowe zmiany. A cześć zmian już zadomowiła się na dobre. Przykładowo bramkarz nie może łapać piłki przy podaniu od własnego zawodnika. Kiedyś tego nie było, a teraz wszyscy już to zaakceptowali. Podobnie sprawa wygląda z powtórkami video, słynnym VAR-em (10).

– A ja się pytam, czemu VAR-u nie ma we wszystkich ligach?

– Ponoć to jest za drogie…

– To nasi są tacy bogaci? To czemu nie ma VAR-u w lidzie angielskiej?

– Przypuszczam, że chodzi o politykę … ja też tego do końca nie rozumiem, bo to w końcu ułatwia wszystkim zainteresowanym życie. Ale na MŚ w Rosji, mimo że powtórki były, to nie dało się uniknąć kontrowersji.

– Kontrowersje zawsze będą, kamera nie złapie wszystkiego.

– Ale przez to wynik wydaje się być bardziej sprawiedliwy.

– To raz, a dwa to działa też na sędziów. Oni teraz muszą się bardziej pilnować. Bywało nie raz, że byli reżyserami wyniku. W czystość sędziów to ja średnio wierzę.

– Na pewno różnie z tym bywało. Nawet kiedyś powstał na ten temat film – „Piłkarski poker” Zaorskiego (11).
– Ostatnio pojawił się pomysł, żeby zmienić przepisy jeszcze w jednej kwestii. Jest propozycja, aby liczyć w piłce czas rzeczywisty, tak jak w hokeju. Czyli przy faulach i przerwach w grze czas byłby zatrzymywany – np. na czas opatrywania zawodnika, żeby uniknąć symulowania, bo to wtedy by się nie opłacało.

– Tak, tylko mecz byłby wtedy dłuższy.

– No tak, bo mecz efektywnie będzie trwał krócej, ale z przerwami dłużej.

– Jak będzie dobry mecz, to można będzie dłużej oglądać, ale jak będzie słaby?
– Oglądałeś wczoraj mecz Juventus – MU?

– Nie.

– Szkoda, dwie bramki pod sam koniec meczu, i drużyna słabsza w tym dniu wygrywa. Tak bywa.

– A propos MU. Alex Ferguson (12) to chyba pobił rekord świata, jeśli chodzi o najdłuższe prowadzenie jednej drużyny. W MU był pierwszym trenerem przez 27 lat! Drugie miejsce na liście rekordzistów zarezerwowane jest pewnie dla Arsena Wengera (13), który trenował Arsenal przez 22 lata. A w końcu też mieli wzloty i upadki, czyli wszystko zależy od właściciela i polityki klubu.

Rodzice młodych piłkarzy

– Poświęćmy teraz chwilę rodzicom wysyłającym swoje dzieci do szkółek piłkarskich. Ostatnio ich się namnożyło, w każdej małej miejscowości jest jakaś mała szkółka piłkarska. Jest taki trend, to jest teraz modne, a rodzice zaczynają widzieć kasę przed oczami. Co byś powiedział takiemu rodzicowi, jako doświadczony trener. Na takim etapie, gdy dziecko ma 8-10 lat i są tak naprawdę dwie opcje: dziecko chce chodzić na zajęcia, albo nie chce chodzić, choć ma talent.

– Mam kolegę, który prowadzi w Wiśle Płock szkółkę piłkarską i mówi, że jest zachwycony, że nawet małe dzieci, 6- czy 8-letnie, mają ogromną motywację. Widać, że chce im się grać, aż miło patrzeć.

– Ale w końcu dzieci mają na kim się wzorować. Lewandowski to jak postać z bajki, jest bohaterem, punktem odniesienia, piłkarskim autorytetem.

– Takiemu rodzicowi nie powiem, czy z jego dziecka będzie wielki piłkarz czy nie.

– Właśnie, bo można do tego podejść na spokojnie, jako świetny sposób na spędzanie wolnego czasu na świeżym powietrzu. Jako aktywność, która świetnie wpływa na rozwój fizyczny i psychiczny.

– Tak, zdecydowanie. Też jestem za tym, aby zachęcać dzieci do takiej aktywności.

– Czytałem niedawno, że przeprowadzono w Stanach badania naukowe, które analizowały optymalny wybór dyscypliny dla dziecka przez rodzica. Okazało się, że najlepszym rozwiązaniem jest najpierw próbowanie kilku różnych dyscyplin przez dziecko do 12 roku życia, a dopiero potem należy decydować się na jedną, najlepszą dla dziecka.
– Chodziło o to, że wielu rodziców popełnia błąd przy wyborze dyscypliny. Bo gdy dziecko ma 5-7 lat , pakują go jedną dyscyplinę, wychodząc z założenia, że im wcześniej, tym lepiej, bo potem będzie za późno zrobić z niego mistrza. Jednak potem okazuje się, że faktycznie dziecko jest dobre w tym, co uprawia, ale istnieją przesłanki, że w innej dyscyplinie byłoby prawdopodobnie dużo lepsze, bo ma do niej lepsze predyspozycje. W USA powstała nawet sieć doradztwa dla rodziców w tej kwestii.

– Wracając do szkółek piłkarskich. To jest raczej forma zabawy? Najlepsi później i tak trafiają do klubów w wieku juniorskim. Ile oni trenują tak naprawdę?

– Myślę, że nie więcej niż 3 razy w tygodniu.

– Mało, bo jeszcze jest równolegle szkoła. Choć z tego co wiem, to są szkoły sportowe przy klubach piłkarskich. U nas chyba Rekord z Bielska-Białej prowadzi taką szkołę (14).

– Znasz stadion Rekordu?

– Nie, ale znam historię tego klubu. Parę lat temu bylem na konferencji Tedx w Bielsku-Białej i jeden z wykładów (15) prowadził właśnie założyciel Rekordu – pan Janusz Szymura. Zapamiętałem z tego wykładu, że jako prezes przeznacza aż 50 % zysków firmy informatycznej, którą prowadzi od lat, na cele prospołeczne. Rzadko zdarza się takie podejście.

– Przesympatyczny i bardzo konkretny człowiek.

– Ale dla mnie 3 razy w tygodniu to mało. Jak ja trenowałem tenisa jako junior, to graliśmy codziennie po 2 godziny, ale w porównaniu z zawodnikami z zagranicy, to okazywało się, że to było stanowczo za mało.

– A myśmy grali w piłkę 6 razy w tygodniu, czasami przez cały dzień.

Pamiętam, jak pojechałem na zgrupowanie kadry narodowej w tenisie do Zakopanego. Trenowaliśmy tam 7-8 godzin dziennie przez 2 tygodnie, nie w tenisa, ale ogólnorozwojówkę.

– Właśnie – i znowu podkreślam. Nie mogę się pogodzić z tym, co jest teraz. Bo nie wiadomo, dlaczego trenuje się tak, żeby się nie zmęczyć!

– A przecież zmęczenie to podstawa, jeśli chodzi o wytrenowanie organizmu.

– Oni chcą grać na świeżości!

– Ale jak na świeżości, jak potem brakuje im kondycji.

– A na dodatek w każdej grupie znajdzie się ktoś, kto narzeka, utyskuje. Mówi, że nie ma już sił. I jeśli ma dużą charyzmę, potrafi pociągnąć innych i skutecznie odciągnąć ich od porządnego treningu.

Pogadajmy o tenisie

– A teraz ja cię zapytam. Czemuś ty nie poświęcił się na dobre tenisowi. I nie jeździłeś po tych wszystkich turniejach i nie zacząłeś zarabiać dużej kasy? Co stanęło na przeszkodzie, przecież jako junior byleś jednym z najlepszych w Polsce. Byłeś w wąskiej kadrze narodowej.

– To ciekawy i złożony temat. Nie mam na to jednej odpowiedzi. Po pierwsze byłem w wieku, gdzie trzeba było zdecydować – studia albo dalej tenis. Większość moich kolegów zdecydowała się na tenis, to był koniec lat 80-tych ubiegłego wieku .

Fibak (16) jeszcze grał?

– Tak, ale już kończył karierę. Był co prawda jeszcze nr 1 na liście klasyfikacyjnej w Polsce, nawet sporadycznie występował w meczach o Puchar Davisa.
– Wracając do wcześniejszego pytania. Większość moich kolegów powyjeżdżała do Niemiec, bo tam łatwiej było znaleźć dobre płatną pracę jako trener, albo zarabiać dając lekcje tenisa.

– Sztundy?

– Tak, jakieś 80 % zawodników wyjeżdżała tam regularnie. Grali ligę, w Niemczech było 8 czy 9 lig, i całkiem dobrze płacili. Natomiast ja poszedłem na studia, na anglistykę.

– Bo to zawód w kieszeni.

– Tak, szybko zacząłem pracować jako tłumacz w wydawnictwie Pascal, jeszcze podczas studiów. Natomiast nie widziałem żadnych perspektyw dla siebie w tenisie. Klub stracił finansowanie, zaczęła się transformacja ustrojowa, był rok 1989, 1990. Brakowało pomysłu i sponsorów, by jeździć po turniejach i zdobywać doświadczenie. I ci, którzy wtedy próbowali – Kowalski, Dąbrowski, Skrzypczak, Sidor – do czołówki światowej nie zdołali się przebić. Stracone pokolenie, można powiedzieć.

– Parę miesięcy temu mieliśmy okazję pooglądać bardzo dobrych zawodników z całego świata u nas, w Ustroniu!

– Tak, niedawno mieliśmy w Ustroniu i Wiśle aż 4 turnieje najniższej rangi ATP, czyli tzw. Futuresy. I widać było, jak zawodnicy z całego świata wykorzystują każdą chwilę, by potrenować – wszystkie korty w okolicy były zarezerwowane na ich treningi. Widziałem kilka meczów, akurat trafiłem na zacięte pojedynki. Poziom był dosyć wysoki.

– A jak wygląda obecnie sytuacja w polskim tenisie, jeśli chodzi o zaplecze i zawodników?

– Ostatnio rozmawiałem z Grzegorzem Panfilem, jednym z najlepszych polskich tenisistów ostatnich lat. I przyznał, że trudno w Polsce obecnie trenować na wysokim poziomie, bo żeby poważnie potrenować i przygotować się do turnieju, to trzeba umówić się osobiście z jednym z kilku (!) dobrych tenisistów i na tydzień wyjechać do innego miasta. Nie ma po prostu zbyt wielu dobrych, aktywnych tenisistów w Polsce, a co dopiero w jednym mieście czy regionie. Albo trzeba sobie znaleźć sponsora i treningi organizować za granicą. Magda Linette trenuje przykładowo w ośrodku szkoleniowym w Chinach!

– Mówi się, że tenis jest drogi. Ile wynoszą koszty na jednego zawodnika w sezonie?

– Jeśli mamy na myśli zawodników, którzy regularnie grają w turniejach zagranicznych, czy to w futuresach, challangerach czy turniejach rangi ATP lub WTA, to koszty wahają się w granicach od 50 tysięcy złotych do nawet pół miliona. Dlatego większość świetnych polskich juniorów nie zaczyna nawet międzynarodowej kariery seniorskiej. Pograją jeszcze kilka lat na polskim podwórku i zajmą się trenowaniem dzieci, ale wielkich pieniędzy z grania nie będzie.

– Warto w tym miejscu wspomnieć, że za sukcesami najlepszych polskich tenisistów ostatnich lat stoi Ryszard Krauze (i jego firma Prokom), który przez parę lat aktywnie ich wspierał, przeznaczając od 50 000 zł do 300 000 zł zawodnika na jeden sezon. Bo właśnie tyle mniej więcej wynosi koszt udziału w turniejach w ciągu jednego sezonu – przeloty, zakwaterowanie, wyżywienie, trenerzy, sprzęt. A pamiętajmy, że juniorzy jeszcze na korcie nie zarabiają, Dopiero na zarobki można liczyć w turniejach rangi ATP. Radwańska i Janowicz bez pieniędzy Krauzego prawdopodobnie nie odnieśliby tak wielkich sukcesów. Nawet sprzedane obrazy dziadka Radwańskiej prawdopodobnie by nie wystarczyły. W sumie Krauze zainwestował w polski tenis ponad 10 milionów złotych! (17)

– Jego finansowanie jeszcze działa?

– Już nie. Dlatego teraz jest jeszcze się trudniej się przebić, bo samemu trzeba znaleźć sponsorów (18). Jak drogi to sport, można się przekonać na przykładzie historii Magdy Linette. Niedawno czytałem wywiad, w którym przyznała, że jadąc na początku kariery na Australian Open, zostało jej w kieszeni 100 dolarów. Grała coraz lepiej, ale zdobyte nagrody finansowe ledwo pokrywały koszty udziału w poszczególnych turniejach.

– Ale była niesamowicie uparta i konsekwentna, w końcu zakotwiczyła się na dobre w centrum szkoleniowym w Chinach i mozolnie zaczęła się piąć w górę rankingu. Obecnie jest w pierwszej setce i jak na standardy tenisowe, zarabia już bardzo dobrze. A jak na standardy przeciętnego zjadacza chleba, za chwilę będzie milionerką.

Granica wieku

– Niektórzy mówią, że Radwańska (19) już się skończyła. A ja zawsze będą ją bronił. Ludzie, którzy nie znają się na sporcie, mówią, że nic nie osiągnęła, bo nie wygrała Wielkiego Szlema i tak dalej.

– Radwańska osiągnęła gigantyczny sukces w kobiecym tenisie. Była przez pewien czas nr 2 na liście rankingowej WTA, przez 10 lat w pierwszej dziesiątce na świecie, zarobiła brutto 25 mln dolarów, czyli około 100 mln złotych, nie licząc kontraktów reklamowych, była w finale Wimbledonu. Nie wiem, jaka miałaby być inna miara sukcesu, wedle której to jeszcze zbyt mało?

– Ja mówię to samo. A nie miała super warunków fizycznych, w porównaniu do innych zawodniczek, na przykład do sióstr Williams.

– Tak, a wygrywała głową. Tak przy okazji, w polskim tenisie mamy pewną tradycją, w którą wpisuje się właśnie i Radwańska i Janowicz. Polscy tenisiści lubią grać skróty, lubią grać kombinacyjnie.

– Ja jeszcze raz powtórzę – podziwiam Radwańską za to, że tak długo utrzymuje się w światowej czołówce. Już ma chyba ponad 28 lat i dalej gra świetnie.

– Właśnie, w tenisie coraz bardziej przesuwa się granica wieku, w którym można nadal grać na najwyższym poziomie. W singlu świetnym przykładem są Federer i Nadal, obaj po 30-ce, a w deblu znajdziemy nawet tenisistów w okolicach 40-ki, jak bracia Bryan czy Hindus Paes i kilku innych. W piłce to chyba najwięcej „wiekowych” piłkarzy znajdziemy w Hiszpanii czy we Włoszech. A na niektórych pozycjach to można grać nawet w wieku 40 lat, jak chociażby Buffon. A w polu jest jakiś góry limit?

– Im młodszy, tym lepszy!

– No tak, ale z drugiej strony doświadczenie też się liczy.

– Z moich obserwacji wynika, że taki starszy zawodnik to jest taki „przelicznik”. On wie, że nie może już dużo biegać, bo to, bo tamto, i takich lepiej stopniowo odstawiać. Mało jest trenerów, którzy potrafią starszych zawodników zmobilizować do ciężkiej pracy.

– Ale słyszy się o zawodnikach starszej generacji, którzy co chwilę zmieniają kluby.

– Oczywiście są wyjątki. Ale głównie to nazwiska przechodzą. Ja zawsze byłem orędownikiem stawiania na młodych. Nie mówię, że rezygnowałem ze starszych. U mnie grał choćby Gorgoń, który był grubo po trzydziestce. Ale kiedy tylko się dało, starałem się dawać szansę młodym, ambitnym, którym się po prostu chciało.

Jak to jest z tymi juniorami?

– Czy w takim razie dla wszystkich dobrych juniorów znajdzie się miejsce w dobrych klubach w ligach seniorskich?

– Oby tak było. Już o tym mówiliśmy wcześniej. Dlatego młodzi szybko wyjeżdżają za granicę.

– Ale w sumie w interesie klubu powinno być wypromowanie dobrych juniorów, żeby ich ewentualnie później sprzedać do dobrego klubu i zarobić na transferze, a niekiedy i na wszystkich kolejnych transferach tego zawodnika w przyszłości.

– A ilu zawodników, tak średnio, jest w typowym klubie piłkarskim? Łącznie z młodzikami, juniorami, seniorami?

– Tego ci nie powiem, ale wiem, że są kluby, że nie ma nawet drugiej drużyny!

– Naprawdę?!

– Tak, bo nie ma pieniędzy na utrzymanie zbyt wielu zawodników.

– Ale jest Ekstraklasa juniorów?

– Tak, jest grupa wschodnia i zachodnia.

– Oprócz tego są też inne ligi i rozgrywki?

– Tak.

– Czyli w klubach dużo się dzieje, tylko pozostaje kwestia przeskoku ze sfery juniorskiej do seniorskiej.

– Tak, za moich czasów brałem najlepszych juniorów i wstawiałem ich do drużyny seniorskiej. Nie od razu, najpierw zagrał jeden mecz, potem drugi, a jak wypadł dobrze, to zadomowił się w wyjściowym składzie na dłużej. A wracając do zawodników z zagranicy, którzy później blokują miejsca juniorom z Polski. Przez całą karierę trenerską w polskich klubach nie miałem żadnego obcokrajowca. Z jednym wyjątkiem. W Polonii Warszawa miałem Olisadebe. Ja go wprowadziłem do pierwszego składu, potem Olisadebe grał nawet w reprezentacji Polski, i to z sukcesami.

– Kto decyduje o sprowadzeniu piłkarza z zagranicy? Trener czy właściciel klubu?

– Powinni razem decydować.

– A co sądzisz o sytuacji, gdy skauci wyłapują utalentowanych 10-latków czy 12-latków i duże kluby jak Real Madryt czy Barcelona podpisują z nimi kontrakty. Czy to nie za wcześnie? Choć widziałem na YouTubie Messiego w wieku 8 lat (20) i ewidentnie widać było, że to talent czystej wody Być może już w tym wieku można wyłapać supertalent?

– Jeśli fachowcy widzą już w młodym chłopaku wyjątkowy potencjał, ktoś ma nosa, to czemu nie. Jeśli jest technika, dobra technika, bo fizykę to można później dorobić.

– Wracając do tego, co dzieje się w polskim futbolu. Cały czas odnoszę wrażenie, że trenuje się zbyt mało. O tym się pisze, o tym się głośno mówi.

– Być może to ma też związek ze zmianami społecznymi, obyczajowymi. Z pewnością młodzież jest inaczej wychowywana niż za komuny. Ktoś, kto chciał się poświęcić piłce, robił to i nie miał rozpraszaczy.

– Dokładnie.

– I młodzież ma teraz tyle możliwości, że trudno młodym wytrwać w jednej dyscyplinie. Załóżmy, że ktoś ma predyspozycje, by zostać świetnym piłkarzem, ale jednocześnie lubi programować. W pewnym momencie z kolegami zakładają startup i koniec z piłką.

– Zgadza się, przyznaję ci rację.

Lekcja pokory od ampfutbolistów

– Warto jeszcze na koniec wspomnieć o naszych reprezentantach w ampfutbolu. Właśnie odbywają się mistrzostwa świata i nasi świetnie się spisują (21).

– Aż mi się płakać chce, jak ich widzę. Są rewelacyjni!

– Będąc na wspomnianej już konferencji Tedx w Bielsku w 2015 roku, miałem przyjemność wysłuchać też wykładu Daniela Kawki „Silni mimo przeszkód” (22), który trenuje drużynę ampfutbolu w Bielsku. Nawet dwóch jego zawodników znalazło się w kadrze Polski na tegorocznych Mistrzostwach Świata. Warto o ampfutbolu mówić, bo to świetny przykład, że osoby, które miały pod górkę w życiu z różnych powodów, potrafiły się odnaleźć i znaleźć pasję, w której się spełniają. Niejedna zdrowa osoba może się od nich wiele nauczyć.

– Tym optymistycznym przesłaniem – „silni mimo przeszkód” – kończymy już dzisiejszą rozmowę. Bardzo ci dziękuję!

– Dziękuję i pozdrawiam wszystkich sympatyków piłki nożnej, tenisa i sportu w ogóle!

Dodatki i źródła (cd.):

(9)Antoni Piechniczek

(10) VAR

(11) Piłkarski poker, film w reż. Janusza Zaorskiego

(12) Alex Ferguson

(13) Arsene Wenger

(14) Szkoła Mistrzostwa Sportowego Rekord

(15) „Mój największy rekord„, wykład Janusza Szymury na konferencji TEDxBielsko

(16) Wojciech Fibak

(17) „Kto zastąpi Ryszarda Krauze i uratuje polski tenis” – artykuł w serwisie Sport.pl

(18) „Krajobraz po Prokomie” – artykuł w serwisie TenisKlub.pl

(19) Agnieszka Radwańska

(20) Messi w wieku 8 lat

(21) Polacy zakończyli turniej zwycięstwem – MŚ w Ampfutbolu

(22) Silni mimo przeszkód – wykład Daniela Kawki na konferencji TEDxBielsko.

Wojciech Głąbiński

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *