Dlaczego warto popularyzować szachy?

Zanim zaczniesz czytać poniższy artykuł, chciałbym Cię poinformować, że napisałem właśnie i opublikowałem kompleksowy poradnik dla początkujących szachistów (oraz ich rodziców, opiekunów i nauczycieli) – Szachy. Adrenalina dla umysłu – stanowiący wprowadzenie krok po kroku w świat szachów. Tutaj możesz zapoznać się ze spisem treści, a tutaj zamówić wersję elektroniczną publikacji. Podając swój adres email i imię, możesz też obok pobrać darmowy fragment publikacji. Zapraszam do lektury!

O szachach mówi i pisze się ostatnio bardzo często. Nawet w dużych portalach internetowych zaczęły się pojawiać wzmianki o sukcesach polskich szachistów na arenie międzynarodowej. W przypadku Jana Krzysztofa Dudy doczekaliśmy się wręcz całych artykułów, a news o zdobyciu przez niego tytułu wicemistrza świata w szachach błyskawicznych był wiadomością dnia w niemal wszystkich mediach w Polsce. Co więcej, szachy zaczynają być wreszcie traktowane jako dyscyplina sportowa. Przecież jeszcze niedawno w portalach sportowych nie można było znaleźć ani słowa na ich temat.

To wszystko przekłada się na ogromny wzrost popularności szachów. W szkołach od paru lat funkcjonuje program „Edukacja przez szachy w szkole„, coraz więcej dzieci uczestniczy w turniejach, do telewizji śniadaniowej zapraszani się znani szachiści. Generalnie jest moda na szachy. Niestety, szachom zaczęto przypisywać wiele korzyści, które niejednokrotnie nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistości. Metaanalizy dowiodły, że szachy nie wpływają w znaczący sposób na wzrost umiejętności matematycznych, nie podnoszą też poziomu inteligencji. Możemy jedynie pocieszać się, że rozwijają z pewnością wiele umiejętności miękkich, które jednak trudno się mierzy i analizuje.

Dlaczego więc tak wiele osób, ze mną włącznie, pragnie, aby szachy stały się sportem narodowym? Aby szachy były obecne w przestrzeni publicznej. Aby w szachy grały całe pokolenia, całe rodziny, a sama umiejętność gry w szachy nobilitowała i była powodem do dumy? Przypuszczam, że chodzi tu o bardzo subtelne motywy.

Szachy po prostu dobrze się kojarzą. Mają dobrą markę, mówiąc współczesnym językiem. Otacza je także nimb tajemniczości, bo nie wiemy do końca, na czym polega fenomen Kasparova czy Carlsena. Czy za ich nieosiągalne dla przeciętnego szachisty sukcesy odpowiada w głównej mierze talent czy ciężka praca? Czy może specyficzna mieszanka jednego i drugiego?

Istnieje jednak jedna szczególna przesłanka, na której opiera się chęć dalszej popularyzacji szachów. Jest nią promowanie myślenia. Innymi słowy, zachęta do refleksji, zadumy, zastanowienia.

Szachy wymagają myślenia, nie ma co do tego żadnych wątpliwości. A szachiści, przynajmniej ci znani z mediów, uważani się za doskonałych strategów, a nawet wybitnych myślicieli. Wystarczy przywołać przypadek Kasparova i jego wizerunek medialny od czasu zakończenia przez niego kariery szachowej. Kasparov uważany jest za jednego z najmądrzejszych ludzi stąpających po naszej planecie, a jego wypowiedzi na temat związków szachów z biznesem czy na temat nowych technologii i sztucznej inteligencji są szeroko cytowane w światowych mediach. Można się z nim nie zgadzać w wielu kwestiach. Trzeba jednak przyznać, że dla popularyzacji szachów wykonał doskonałą robotę.

Promowanie myślenia. Co dokładnie mam na myśli? Chodzi po prostu o tę atawistyczną cechę, którą wyróżniamy się spośród innych gatunków. To właśnie myśleniu zawdzięczamy postęp technologiczny. A nie jest to, paradoksalnie, cecha powszechna. Świat jest tak skonstruowany, że na nietuzinkowe pomysły wpadają wybitne jednostki. Większa część ludzkości nie tylko nie ma czasu na tego typu aktywność, zajmując się zarabianiem i utrzymywaniem rodziny. Nie ma też niezbędnej wiedzy i wykształcenia, by dokonywać epokowych odkryć dajmy na to w medycynie czy fizyce. Prawda jest więc taka, że za cały nasz postęp w wielu dziedzinach odpowiada garstka osób, które niedawno, lub w ostatnim stuleciu, przyczyniły się do wprowadzenia obecnych technologii. Bez których trudno byłoby nam wyobrazić sobie współczesny świat.

Odkrycia naukowe wymagają myślenia. Wymagają też wiedzy, wykształcenia i doskonalonych latami specjalistycznych umiejętności. Ale myślenie ma też jeszcze inny wymiar. Myślenie to chwila wyciszenia i refleksji, których wszyscy z nas potrzebują w świecie pełnym medialnego zgiełku i przesytu informacji. To dlatego tak dużo mówi się o spadku czytelnictwa, bo to oznacza w domyśle, że współcześni Polacy poświęcają mniej czasu na myślenie, na zadumę, na refleksję.

Czytanie książek kojarzy się więc tak samo dobrze jak szachy. I dlatego warto zachęcać wszystkich wokół nas, a zwłaszcza najmłodsze pokolenie, zarówno do czytania, jak i do grania w szachy. Bo szachy wymagają namysłu, obrania konkretnej strategii, a zarazem zmuszają do wysiłku umysłowego. Wysiłku, który znajduje się jakby w odwrocie, który nie jest celebrowany, nie jest medialny, nie jest modny. W popularnych serialach na próżno szukać domowych biblioteczek czy szachownic w salonie. Brakuje nam popularyzacji procesu myślenia. Wysiłek umysłowy nie jest w cenie, mówiąc brzydko. W efekcie uganiamy się za dalekosiężnymi celami, chaotycznie przedzieramy się przez gąszcz codziennych obowiązków. A podskórnie czujemy, że brakuje nam uporządkowania myśli, mentalnego ładu, chwili wyciszenia. Namysłu.

To właśnie dlatego warto popularyzować szachy. Jako jedną z nielicznych ostoi spokoju i refleksji w świecie pełnym zgiełku i szumu.

W artykule wykorzystano darmowe zdjęcie z serwisu